„Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.”

Kochać swoje życie, czy to rzeczywiście jest złe? Nie. Ale zależy jak je kochasz! Jeżeli poza sobą nie widzisz nikogo,  to jest złe. Dlaczego? Bo takie egzystowanie, jest nie owocne, zamknięte. Ludzie, którzy są skupieni tylko i wyłącznie na sobie, na swoich problemach, ciężarach, strachach, emocjach, niepowodzeniach z reguły coraz bardziej i bardziej wchodzą w pustkę, ciemność, niezadowolenie, irytację. Nie potrafią pokochać życia! Zaczynają wypatrywać u siebie i innych tylko i wyłącznie cień śmierci.

Jezus nas uczy, byśmy umieli stracić, nienawidzić życie na tym świecie. To znaczy umieć przyjąć porażki, które daje nam życie. Nie skupiać się zbytnio na sobie, ale mozolnie wpatrywać się w Słońce, które ciągle swieci nawet poza chmurami.

Jesteś w stanie umrzeć dla siebie, jak uczy nas Chrystus? To znaczy? Czujesz się dzisiaj smutny, zostawiony, samotny, niespełniony? Zamiast szukać tanich bodźców na uspokojenie się takich jak: pobiadolić, napić się, przespać dzień, komuś dowalić, skrytykować, szemrać….powiedz sobie: „przecież nie jestem centrum świata, nie musi być tak jak ja chcę, jestem też gotów przyjąć porażkę”, i nawet wbrew sobie uczyń uczynek zmartwychwstania! Jak? Doświadczyłeś porażki? Podziękuj Bogu za przyjaciela, któremu się bardziej udaje niż tobie. Dowalił ci mąż lub żona? Podziękuj Bogu za to, że dzisiaj masz okazję wykazać się w miłości i mu przebaczyć! Czujesz się nie spełniony? Przypomnij sobie te wszystkie sytuacje, które dzięki tobie ktoś się uśmiechnął i miał lepszy dzień i podziękuj Panu.

Przestań na siłę, szukać siebie. Pogubisz się. Wstań, idź. Umieraj z miłości. Tak jak Pan, umierał na krzyżu. Nie szukał zbawienia dla siebie ale dla innych. I co z tego wyszło? Śmierć? Opuszczenie? Tak. Ale tylko przez chwilę. Bo nastało zmartwychwstanie, które trwa wiecznie.