„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!”

Nawet nie można sobie wyobrazić jak Ojciec kocha Syna i Syn kocha Ojca. Ta Miłość jest wielka, niepojęta, piękna. Taką samą miłością kocha nas Syn, kocha nas Ojciec. Bóg kocha nie tylko to co w nas piękne i święte. Kocha nas całych. Kocha naszą słabość, niedołężność. Najtrudniejsze jest chyba nam przyjąć to, że Bóg obejmuje swoją Miłością nawet te ciemne strony naszego życia. Tą Miłość w teologii nazywamy: Miłosierdzie.
My nic nie musimy robić, żeby Bóg nas kochał. I to może jest najtrudniejsze. My ciągle chcemy na coś zasłużyć, wywalczyć. Nawet u Boga. Bóg nas kocha. Nam nie trzeba dobrymi uczynkami udowodnić Bogu, że warto nas kochać. Nam trzeba wytrwać w jego miłości. Zostać w niej, przebywać.
Trwać w jego miłości nawet wtedy, kiedy nam się nie udaje robić postępy. Wytrwać w jego miłości, nawet wtedy, gdy ciągle upadamy w tym samym miejscu. Po prostu trwać. Jak? Spowiedź, Eucharystia. I jeszcze. Trwać w Jego miłości, to znaczy Kochać. Kochać innych pomimo ich słabości, trudności, grzechów. Być miłosiernym. Kochać za nic. Tak jak On mnie ukochał i kochać będzie.