„Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość”.

Świat się weseli. Świat nie lubi się smucić. Po co płakać nad swoimi grzechami? Po co płakać nad bratem, który się pogubił? Po co martwić się o to, że nie potrafię wybaczyć, nie umiem jeszcze całym sercem iść za Jezusem, nie umiem kochać? Życie jest jedno, trzeba je przeżyć tak, by nie była w nim za dużo stresu. Nie trzeba stawiać sobie pytań, nie trzeba widzieć swoich niedosięgnięć. Trzeba być luzakiem, cieszyć się chwilą, nie stawiać sobie wymagań, żyć tak jak serce mi mówi.

Właśnie w taki sposób świat się weseli. Tylko, że weseląc się wpada w niewolę swojego ja, swoich zachcianek. Weseląc się w taki sposób, nie potrafi żyć z innymi, tworzyć prawdziwych relacji, nie potrafi kochać. Serce staje się puste, bez pięknych marzeń, wielkich pomysłów na życie. W taki sposób się weseląc, życie nie przynosi owoców a więc jest nieszczęśliwe. Śmiech, który zamienia się w płacz.

Dziecko boże się smuci. Płacze nad sobą, nad swoimi grzechami, nad przyjacielem, który zostawił rodzinę, wpadł w alkohol. Dziecko boże się smuci, bo nie potrafi kochać, bo ciągle upada a zarazem powstaje. Dziecko boże płacze, bo widzi, że po raz setny nie potrafi budować relacji, nie potrafi kochać. Płaczemy bo widzimy jak inni przez nas cierpią.

Płaczemy i smucimy się. Ale ten smutek nie jest desperacki. Nasze łzy nie są sensem samym w sobie. Nasze łzy są lekarstwem na to, by nie być obojętnym, by nie przespać okazji do kochania, by nie pogrążyć się we własnym egoizmie, by nie opuścić Boga. Łzy, które wylewamy są zalążkiem radości. Radości prawdziwej, tej Bożej.

Nie bójmy się trudnych pytań, wyzwań. Nie uciekajmy od trudności. Nie uciekajmy od życia, tego konkretnego, nie podążajmy w świat marzeń i utopii.

Życie może poranić, ale nie uśmiercić. Bo ten, kto z Chrystusem walczy, otrzyma dar radości zmartwychwstania.