„Niewiasto, czemu płaczesz?”

Skoro świt, Maria Magdalena udaje się do grobu. Nie dawała sobie spokoju. Była tak zakochana w Jezusie. To zakochanie było czyste. Przecież to On ją uleczył, On ją pokochał, to On przyjął ją taką jaką jest. To On jej pozwolił iść za Nim. On był całym jej życiem. Dziś pozostaje tylko zdesperowanie. Szuka ciała. Tak była roztargniona, że nawet spotykając dwóch aniołów, nie pozostawiło na niej wielkiego wrażenia. Była do tego stopnia skoncentrowana na śmierci Jezusa, że nie potrafiła dostrzec znaków życia. Trzeba było Jezusa, który wołając jej po imieniu obudził ją, ze snu smutku i żalu.

Człowiek, który koncentruje się na porażkach, na śmierci, niepowodzeniach, smutku nie potrafi dostrzec Zmartwychwstałego. Nawet jeżeli przyjdą aniołowie, człowiek ich nie rozpozna. Bo nie jest wstanie. Ten, który skupia się tylko na tym co jest ciemnością, choćby przyszło światło, nie potrafi je dostrzec.

By ujrzeć Zmartwychwstałego, potrzeba najpierw nam zmartwychwstać. Trzeba powstać z tego co się wiąże  ze śmiercią i smutkiem. Trzeba przestać być wpatrzonym w śmierć. Trzymać się nadziei, życia, wiary na lepsze, dobra, a wtedy zajaśnieje ci Chrystus.