„Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.”

Ty wiesz Panie, że Cię kocham. Ale nie dlatego, że kiedy byliśmy razem zapewniałem Tobie, że jestem ci wierny, że jestem gotów walczyć o Ciebie, że pójdę z tobą wszędzie nawet  do więzienia i na śmierć. Nie, nie dlatego. To były puste słowa, nic warte. Słowa pełne entuzjazmu tak, ale były jeszcze pełne egoizmu i pychy. Myślałem, że to ja  mogę Ci coś dać, wyświadczyć ci przysługę, pomóc Ci. Chciałem być bohaterem, chciałem zasłużyć na Twoją miłość i Twoje królestwo. Chciałem być pierwszym we wszystkim, by pokazać Ci, że warto mi zaufać, warto mi powierzyć klucze królestwa. Chciałem pokazać, że Cię nie zawiodę, chciałem Ci udowodnić, że dobrze zrobiłeś, kiedy wybrałeś mnie na pierwszego wśród apostołów.

Ty wiesz Panie, że Cię kocham. Wiesz, bo byłeś tam. Byłeś kiedy zaparłem się Ciebie trzy razy.

Ty wiesz Panie, że Cię kocham. Wiesz, bo byłeś tam. Byłeś, kiedy płakałem. Płakałem gorzko. Ale nie dlatego, że czułem się jak świnia, że zawiodłem. Nie. Nie dlatego. Płakałem gorzko i długo, bo widziałem Twój wzrok. Wzrok pełen miłości do mnie. Ten wzrok,  mnie nie przekreślił, nie dobił, nie osądził, ten wzrok, był pełen miłości. To ten wzrok, sprawił, że wtedy Cię prawdziwie pokochałem. Już nie mówię ci Panie, że jestem silny, że zrobię dla Ciebie wszystko, że będę najlepszy. Bo ty wszystko wiesz. Ty wiesz jaki jestem. Ale też wiesz, że Cię kocham. Kocham Cię naprawdę. Ale nie tylko, że powstałeś z martwych. Kocham Cię za Twój wzrok pełen miłości i przebaczenia.

„Panie Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje”.”