„Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni… Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!”

Czy przypadkiem nie zapominamy, że jesteśmy świątynią Ducha Świętego? (1 Kor. 3,16) Nasze życie należy do Boga i jemu ma być oddane. Moje Ciało i Dusza tworzy dom w którym Bóg zamieszkuje.

Jeżeli jest we mnie Łaska Uświęcająca, króluje tam Bóg. Jeżeli żyję w grzechu to kto tam mieszka? Nikt. Dom jest otwarty dla wszystkich. Każdy przychodzi i zabiera sobie rzeczy, które im się podobają. A kto przychodzi? Odwieczny Złodziej. Ktoś zabierze mi moją czystość, ktoś moją cierpliwość, inny miłość, jeszcze inny nadzieję i poczucie szczęścia. Będąc pięknym domem, zamieniam się w ruiny. Jeżeli coraz bardziej go zaniedbuję, coraz trudniej mi będzie, ten dom odbudować.

A my w imię głupiej „wolności” i łatwego „szczęścia” często robimy sobie wymówki. Nie jestem człowiekiem? Nie mam prawa do szczęścia? I wkraczamy na drogę spustoszenia. Zamiast budować w nas Świątynię Ducha świętego, kamieniami świętości, cierpliwości, przebaczenia, ducha pokuty, modlitwy, budujemy dom Złu. Jak? Poprzez nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. (Gal. 5,19)

Jezu, powyrzucaj ze mnie to, co nie należy do domu twojego Ojca. Chcę należeć do Ciebie. Jestem twój, a nie nikogo! Słowo Boże, wstrząśnij mną, pozwól mi się obudzić i zobaczyć gdzie jest moje przeznaczenie, gdzie jest moja pełnia!