„Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.”

On Jest. W codzienności mojej, On mnie zbawia. Każdego dnia, On mnie kształtuje i przemienia na syna Bożego. W trudnościach, niepowodzeniach, w walce, On jest. Jeśli w to nie uwierzę, zginę. Zginę bo będę wpatrzony tylko w siebie. Zginę w swoim zakłamanym Ja. To nie jest Boska kara. To jest rzeczywistość. Oddalając się od źródła życia, sam przecinam sobie wieczność istnienia.

Trudno jest kogoś zmusić do wiary. Niemożliwe. Wiara się rodzi ze spotkania z Ojcem. Chrystus w tych dniach cały czas mówi o swoim Ojcu. O Ojcu, który chciał się nam objawić przez swego Syna.

„Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył.”

Krzyż Chrystusa, oto ostateczne Słowo Boga nad światem, Bóg nie przychodzi by karać, ale by zbawiać. Wiara w człowieku rodzi się wtedy, kiedy potrafi spotkać wzrok kochającego Ojca. Wielu z nas, wiara się kojarzy z tym, że wiem, że Bóg jest. Wiedzieć o istnieniu Boga to za mało. Trzeba go spotkać, trzeba się dowiedzieć, że Bóg jest kochającym Tatą. Trzeba stać się jego synem i córką. Wiara to zostać najbliższą rodziną Boga. Wiara to nieustanne czerpanie życia od Niego. Wiara to Miłość.