„Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów”

Robotnicy są. Ale problem jest w tym, że nie wiele robotników chce wyjść na żniwo. Nie są nimi tylko księża lub powołani do kapłaństwa. Robotnikiem jest każdy, kto nosi miano ucznia Chrystusa. Każdy ochrzczony jest powołany do głoszenia.
I tu jest problem.
Być uczniem Chrystusa, nie znaczy zamknąć się w swoim domu, w swojej  parafii i gorąco się modlić do Niego. Chodzę do Kościoła, modlę się, spowiadam się – na tym moja misja się nie kończy! Przynależność do Pana nie jest sprawą Prywatną. To zbyt wygodne.
Da się słyszeć tu i ówdzie jak robotnicy – nieroby Pana mówią: „najważniejsze, że ja wierzę, po co mam się komuś narzucać”, lub „niech każdy żyje jak mu się podoba”.
Nie chodzi tu o namawianie kogoś do wiary. Chodzi tu o głoszenie królestwa Bożego. Nie gadulstwem ale życiem. Moja postawa, moje myślenie, moje nieprzywiązywanie się ani do sandałów ani do torby, wreszcie moja relacja z innymi – to jest prawdziwe głoszenie.
Językiem można mówić co się chce. Życiem nie. Tylko moje życie pokaże, czy jestem synem i córką królestwa Bożego i żyję jako pielgrzym na tej ziemi, czy jestem synem i córką tego świata wkorzeniony w nim na amen.
Panie poślij robotników na Twoje żniwo. Daj nam wreszcie, wszystkim twoim uczniom, porządnego kopniaka. Obudź nas, abyśmy nie przespali nadejścia Królestwa.