„Jezus powiedział: Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do otchłani zejdziesz!”

Korozain, Betsaida, Kafarnaum miasta w których Jezus dokonał najwięcej cudów. Działy się tam niesamowite rzeczy ale na próżno. Reakcja na cuda to owacje, zachwyt – na tym wszystko się skończyło.

„Biada tobie”! W tych słowach można usłyszeć płacz Jezusa, płacz Ojca, który widzi zatwardziałość serc swych dzieci.

Pewnie gdybym ja widział te cuda, które Jezus dokonał, już dawno bym się nawrócił. Czyżby? Nie, nie wystarczy widzieć cuda, jeździć w miejsca objawień świętych, być na modlitwach uzdrowienia czy na egzorcyzmach. Cud nie wystarczy. Nie ma co czekać na znaki z nieba lub na wewnętrzne impulsy szukanie Boga.
Za Jezusem trzeba po prostu iść. Codziennie. Trzeba siebie nieraz zmusić do modlitwy, zmusić siebie by pójść na Eucharystię, do spowiedzi. Zmusić, nawet jeżeli mi się nie chce.
Iść za Jezusem – to wybór. Wierzyć – to znaczy zaufać Słowom Jezusa, zaufać w ciemno, nawet jeżeli nie widzę „efektów” mojej przynależności do Niego.

Piękne są słowa z księgi Habakuka rozdz. 3:
„Drzewo figowe wprawdzie nie rozwija pąków,
nie dają plonu winnice,
zawiódł owoc oliwek,
a pola nie dają żywności,
choć trzody owiec znikają z owczarni
i nie ma wołów w zagrodach. Ja mimo to w Panu będę się radować,
weselić się będę w Bogu, moim Zbawicielu. Pan Bóg – moja siła,
uczyni nogi moje podobne jelenim,
wprowadzi mnie na wyżyny”.

Wierzyć, ufać i iść za Panem, kiedy jest ciemno w moim życiu, kiedy nie ma w nim fajerwerków, kiedy mi się nie chcę. Dzień po dniu, aż do dnia kiedy On przyjdzie w swojej chwale by przyjąć mnie do Swojego Królestwa.

Tylko mozolna wierność Jezusowi sprawi, że już nie będziesz oczekiwał cudów, bo sam staniesz się CUDEM.