„Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś” Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!”

Odpowie Pan: „Nie wiem, skąd jesteście”. Straszne. Mogę i ja usłyszeć te słowa, kiedy stanę przed jego obliczem. Przecież odprawiałem msze święte, mówiłem o Tobie, studiowałem teologię, znam Cię!?! Lecz On może odpowiedzieć mi: „Nie wiem, skąd jesteś”.

Tak jak w małżeństwie, można być w związku wiele, wiele lat, by później odkryć, że wcale siebie nie znamy. Można być ze sobą, a wcale nie spotkać twarzy ukochanej osoby. Dlaczego? Bo ktoś poznawał tylko siebie, i patrzył tylko i wyłącznie w swoją twarz, w swoje potrzeby, w swoje pragnienia……

Tak samo i z wiarą. Mogę mówić, że wierzę, mogę mówić, że Bóg jest Miłością, mogę się nim zachwycać, ale wcale nie spotkać Jezusa…. Bo nie biorę na serio jego wymagań, jego wizji, jego nauki. Zachwycam się nim, chodzę do kościoła, ale wolę żyć tak, jak mi serce każe, według mojej wizji, moich zachcianek, mojego EGO.

Zbawienie jest kwestią bardzo poważną. Tak jak poważne jest życie. Kiedy ktoś, po latach relacji mówi do ciebie: „nie znam Cię” to znaczy, że dla ciebie ta relacja była tylko i wyłącznie jednym wielkim udawaniem.