„A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.”

Ubodzy, chorzy – Kościół od swoich początków im służy. Miłość – by się rozwijała, by nabierała mocy potrzebuje bezinteresowności. Miłość po prostu daje! Nic nie chcąc w zamian.

Tylko taka Miłość uczyni mnie szczęśliwym. A więc, czy ta Miłość Ewangeliczna jest naprawdę taka bezinteresowna? Dając siebie, swój czas, swoje siły, nie raz swoje nerwy, opustoszamy się ze swojego samolubstwa. I to jest najcięższe w tej miłości Bożej, bo my jesteśmy automatycznie nastawieni na branie lub na chęć bycia odwzajemnionym.

Człowiek żyjący myśleniem Ewangelicznym zaczyna się opustoszać ze swego samolubstwa. Ten proces jest ciężki, bardzo niełatwy, zaczyna się naprawdę osobista Kalwaria. Powstają pytania: Czy to ma sens? Czy nie staję się naiwniakiem? Przecież muszę zadbać o siebie?! Itd., itp.

Ale przychodzi druga faza, kiedy powoli stajesz się wolny od swego samolubstwa, zaczynasz patrzeć na świat, na innych, innymi kategoriami, tymi Ewangelicznymi. Dopiero wtedy, zaczynasz doświadczać szczęście przedtem ci nie znane. Szczęście, które się nie kończy przed południem, czy wieczorem, ale które ciągle cię zamieszkuje. To szczęście – to Duch Święty, który zaczyna mieć coraz więcej w tobie miejsca, by działać. Stąd się mówi, że święci są zawsze uśmiechnięci. Nie chodzi tutaj o uśmiech twarzy, który też musi być. Chodzi tu o obecność Ducha, który nabiera coraz większej mocy w człowieku.

Konkretniej: Chorych, biednych, kalekich mamy na co dzień. To ci którzy nie mogą mi się odwzajemnić. Kto jest nim? Mąż czy żona, która lub który zapomniał co to znaczy kochać i już się nie odwzajemnia na twoją miłość?

Może przyjaciele, koledzy, rodzina, mama, tata którzy są ci niemili, nie lubią cię, obmawiają? Tak to oni są chorzy i potrzebują twojej miłości!

Chorzy i kalecy są tak blisko. Są w naszych domach, w naszych sąsiedztwach – ale my wciąż myślimy, że to nie oni! Kochaj ich a będziesz szczęśliwy – mówi Jezus. Ciężko jest w to uwierzyć, ale skoro On to mówi!?

Ewangelia jest ciężka, wiem. Ale krok po kroku, z łaską Chrystusa, damy radę. Damy radę, bo naprawdę warto!