„Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe.”

Znajome to zawołanie. Kiedy będąc dzieckiem, latem biegało się z kolegami na polu, w godzinę południową, zawsze się słyszało głos mamy: „Gotowe”. To był znak, że obiad już gotowy, i czas zasiąść razem z domownikami przy jednym stole. Wspomnienia rodzinne, które zawsze przynoszą nutkę nostalgii i ciepłych wspomnień. Nawet jeżeli ktoś nie ma miłych wspomnień o swojej rodzinie, o delikatnym zawołaniu mamy na posiłek, zawsze o takiej rodzinie marzył.

Każdy z nas ma pragnienie prawdziwego domu, miłości, ciepła, gdzie każdy czuje się bezpieczny. Każdy z nas chciałby usłyszeć zawołanie mamy: „Synu, córko już gotowe”, które sprawia, że dziecko opuszcza przyjaciół, zabawki i biegnie rozradowane do swojego bezpiecznego gniazda by zasiąść przy jednym stole, przy uśmiechniętym tacie, mamie, rodzeństwie i zacząć jeść, śmiać się, psocić i kochać, kochać, kochać.
Każdy człowiek pragnie takiego szczęścia. Tak naprawdę te pragnienia, są pragnieniem Nieba. Tylko tam poczuję się w domu.

Dziś w Ewangelii nasz Abba, nasz Tatuś, zaprasza nas do Domu: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe.”
Przepraszam ale nie mogę, kupiłem ziemię i muszę ją zobaczyć. Znalazłem nową pracę, muszę skorzystać z oferty. Mam na razie nie złe finanse, muszę je zainwestować. Nie, dziękuję.

Dziwne to jest, z jednej strony każdy z nas ma pragnienia Domu, miłości, szczęścia, a z drugiej nie chcemy je zrealizować?! Nie chcemy? Pewnie, że chcemy! Chcemy i zrealizujemy, ale nie z Bogiem. Dom, rodzinę, miłość, pokój, szczęście – dam rady sam to wszystko osiągnąć i zrealizować. Z moją ziemią, z moją pracą, z moimi finansami, z moją inteligencją.

Abba, wołaj głośniej: „Przyjdź bo już gotowe”, wołaj częściej, wołaj nieustannie, abym usłyszał i przyszedł. Abba, bądź cierpliwy. A jeżeli nie przyjdę, weź mnie za kark i przyprowadź, jak w starych dobrych dziecinnych latach.