„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.”

Nie jest łatwo nauczyć się prawdziwej miłości. Nasza miłość jest przesiąknięta egoizmem i samolubstwem. Muszę każdego dnia doskonalić się w miłości, aby była wolna od chęci posiadania drugiej osoby, aby była wolna od pragnienia rządzenia innym i od modelowania i zmieniania innych, tak, jak ja to sobie zapragnę.

Chrześcijanin cały czas walczy, aby bliska mu osoba nie stała się dla niego bożkiem. Bożkiem może stać się twój syn, córka, mąż, żona, przyjaciel.

Jeżeli kobieta ma problem z mężem, dla niej bożkiem może stać się jej własne dziecko. To dziecko będzie jej wynagradzało cały jej głód miłości, które nie daje jej mąż. Nie odejdzie od tego dziecka ani na krok, wszczepi się w niego jak pasożyt. Pewnie, że matka kocha swoje dziecko, ale nie raz swoją egoistyczną miłością, może zniszczyć życie swojemu dziecku.

I tak można podać wiele przykładów naszej miłości do przyjaciół, współmałżonka. Nie wspomnę też, że czasami praca może stać się dla mnie bożkiem, ucieczką od problemów rodzinnych.

Bez Boga, rzeczywiście możemy się bardzo poranić, nawet jeżeli jesteśmy nastawieni tylko i wyłącznie na miłość. Nasze pragnienie miłości, nasza miłość, musi się oczyszczać.

Dlatego powinniśmy przyjść do Jezusa. On musi być na pierwszym miejscu. Dla każdego. Dla Ojca, mamy, dzieci, zakochanych, księży itd., itp. To z nim i w nim moja miłość staje się wolna od obłudy, zaczyna być prawdziwa i uzdrawiająca. Każda prawdziwa miłość, ma moc uzdrowienia. Ale można mieć miłość „zanieczyszczoną”, która też potrafi nieść w sobie śmiertelny jad.

Włóżmy więcej energii i wysiłku w budowaniu relacji z Jezusem. Bo jeżeli On nie stanie się fundamentem mego życia, jest wielkie ryzyko zawalenia całej sprawy życiowej.