„Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.”

 

Jezus opowiada dwie przypowieści. Jedna jest o pasterzu, który znajduje jedną owcę i z niej się cieszy. Druga jest o kobiecie, która znajdując kilka zagubionych groszy, cieszy się jakby wygrała w totolotka.

Powiem szczerze. Gdybym miał sto owiec i jedna by mi zaginęła, to bym nie zostawiał resztę by móc szukać tą jedną. Bo po co? Przecież  reszta będąc bez pasterza, też może się zaginąć?

Z ręką na sercu mówię: jak mi zaginie kilka groszy, nawet ich nie szukam.

Dziwna jest ta przypowieść! Nie matematyczna, nie logiczna, nie przemyślana!

Ale taki jest nasz Bóg. Nie patrzy na masę, na ilość, na więcej lub mniej, opłaci się czy nie. Każdy dla niego jest największy i najbardziej opłacalny. Bóg nie dzieli na kategorie: ten lepszy z nim warto chodzić bo coś z niego będzie albo z tym się nie opłaca zajmować, szkoda czasu. Bóg – Miłość wierzy w każdego. Wierzy, że każdy ma potencjał. Wierzy, że każdy da rady. Trzeba go tylko poszukać, odnaleźć, przytulić, cieszyć się z jego obecności, dać kredyt zaufania.

Bóg – Miłość nie patrzy matematycznie. Opłaca się czy nie, mam z tego coś czy nie! Bóg ufa, kibicuje, pomaga, wspiera, szuka i nie przestaje wierzyć, że każdy ma drugą, trzecią, czwartą….. siedemdziesiątą szansę by się odnaleźć, powstać, żyć, kochać od nowa!

A ja?