„Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi.”

Czy dla nas koniec świata, to nie jest spotkanie z naszym Ojcem? Czy koniec świata to nie początek nowego życia? Czy koniec świata, rzeczywiście będzie końcem? Tak. Będzie końcem cierpienia, smutku, choroby, egoizmu. Ale też, koniec świata – będzie początkiem radości, szczęścia, wieczności, miłości, relacji, nowego życia.

To nie jest utopia. To jest obietnica Jezusa Chrystusa. Jeżeli nie będziemy oczekiwać życia wiecznego, to rzeczywiście marne jest nasze życie.

Jezus mówi: „Nie trwóżcie się”! Nie trwóż się, nie wpadaj w panikę, kiedy widzisz wojny, kiedy słyszysz przepowiednie o katastrofie, kiedy cierpisz, kiedy choroba powala cię na kolana, kiedy umiera ci ktoś bliski. Nie trwóż się! Nie desperuj! Nie krzycz przeciwko Bogu. To nie On, jest sprawcą tego wszystkiego! On jest sprawcą życia! I dlatego przyjdzie czas, kiedy Bóg wypowie ostatnie Słowo nad tym światem. I to Słowo będzie Słowem życia i wiecznej Miłości.

Jeżeli nie wierze w ciała zmartwychwstanie, jeżeli nie oczekuję przyszłej radości, to wiara stanie się dla mnie ucieczką, Bóg sklepem, kościół miejscem schronienia dla desperatów.

Jeżeli patrzę na moje życie z perspektywy życia wiecznego, to wszystko się zmienia. Choroba zamienia się w modlitwę, śmierć w nadzieję na życie, upadki i grzechy stają się bodźcem do poprawy życia, lęk przed jutrem zamienia się w ufność, egoizm w miłość bez granic.

Koniec świata – to nie koniec. Koniec świata to początek tego, co ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało co się w niebie będzie działo.