„Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”.

Rybacy. Prości, nieokrzesani mężczyźni. Piotr i pozostali po nocnym łowieniu, myją sieci. Zmęczeni, zaspani, chcący jak najprędzej wrócić do domu. Zjeść i pójść spać. Za kilka godzin, z zachodem słońca znów praca. I tak każdego dnia. Szara codzienność. W dodatku  nie zawsze ta codzienność jest udana.  Tak jak dziś – przecież nic nie ułowili. Nie będzie utargu. Nie będzie pieniędzy.

„Jakiś” Cieśla głosi Słowo. Rybacy  słuchają jednym uchem. Nie, to nie jest kolejny rabin, to nie jest kolejne nudzące kazanie, dołujące ludzi. To Słowo daje nadzieję, pokrzepia serce.  To Słowo rzeczywiście wybrzmiewało z mocą, skoro twarde serce Piotra było mu posłuszne: „Na twoje Słowo zarzucę sieci”.

Jak to się zaczęło, że Piotra spotkał cud? Od czego się zaczęła jego przemiana?

Po prostu. Pozwolił Jezusowi wejść na swoją łódź, by mógł głosić. Od tego wszystko się zaczęło!

Czy łódź można porównać do naszego serca? Nie wiem, ja spróbuję.

Szara codzienność. Kogo to nie spotkało? Niepowodzenie. Każdy miał z tym do czynienia. Bezowocność. Każdy wcześniej czy później się z tym spotka. W życiu bywają nieudane łowy. Ale pamiętaj zawsze masz łódź, serce. Nie zamykaj je! Otwórz, by ktoś tam mógł wejść. Podziel się swoim niepowodzeniem, swoją porażką. Tak jak Piotr ze szczerością serca powiedział Jezusowi: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy”. Nie musi zawsze wychodzić.

Dlaczego trzymasz przy sobie swoje porażki i niepowodzenia? Swoją bezowocność? To nie wstyd! To życie. Daj możliwość komuś wsiąść do twojej łodzi by mógł głosić Słowo Jezusa. Daj możliwość komuś zasiać moc Ducha!

Z kim się podzielisz twoją pustą łodzią? Kto może głosić Słowo Jezusa  w twoim sercu? Masz przy sobie mądrą osobę, Bożego człowieka? Jeżeli nie, to módl się by go spotkać.