Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: „Pójdź za Mną!”

Pójdź za Mną. Stąpaj tam, gdzie ja kładę mój krok. Po co masz wkładać tyle wysiłku w szukanie kierunku? Ciągle się nie dostajesz do celu, ciągle zawracasz, błądzisz… Pójdź za Mną, a zaoszczędzisz siły, pójdź za Mną, a nie zmarnujesz czasu, pójdź z Mną, a pokieruję cię tam, gdzie spocznie twoje serce.

Lewi poszedł. Poszedł za nim. Nie chciał już chodzić sam, myśleć, kombinować jak tu wziąć sobie lepszy kęs od życia, często kosztem innych. Zadecydował. Wstał i poszedł. Szedł za Jezusem, krok po kroku. Widział wiele, przeżył wiele. Widział cuda, podziw innych, przeżył wysiłek, strach, uśmiech, pokój. Widział i przeżył  Krzyż. To była taka próba, by utwierdzić się w swoim wyborze. Krzyż, to był skok w ciemno. Ale po tym skoku, zobaczył też zmartwychwstanie. A dziś gdzie jest Lewi? Jest obok ciebie, by zachęcić i pomóc ci uczynić ten pierwszy krok ku Jezusowi. Jest wielki post. Czas pustyni. Czas zakochania się w Bogu. Czas stawania się pięknym, mocnym i silnym, tak jak Lewi, który dziś promieniuje wiecznością i szczęściem, bo przeżył swój wielki post, przeżył głębokie nawrócenie. Wstał i poszedł, ale już nie sam, ale z Nim, z Jezusem.