„Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony!.”

Jezus w dzisiejszej Ewangelii, uzdrawia trędowatego. Jeżeli chcesz możesz mnie uzdrowić – mówi chory, chcę bądź oczyszczony – mówi Jezus.

Jezus dotknął trędowatego, uzdrawiając go. Nie wolno, dotykać trędowatego. Po pierwsze można się zakazić, a po drugie Pismo zabrania nawet patrzeć na niego. Przecież ten, kto miał trąd był największym grzesznikiem, przeklętym, najgorszym. 

Jezus się nie zastanawia, kim ten człowiek jest. Nie rozmyśla nad tym, czy warto mu udzielić uzdrowienia, czy ten człowiek zasługuje na nie, czy nie. Jezus uzdrawia. I koniec. Jezus potrafi współcierpieć, pomagać, być. To jest jego pierwsza czynność. U nas, nieraz jest inaczej. My najpierw oceniamy człowieka: po wyglądzie, po jego zachowaniu, po jego „moralnym” życiu. Jeżeli jest dobry, nie pije, jest uczciwy, szlachetny – to może pomożemy. 

Ile jest osób od których uciekamy, bojąc się ich tak, jak trędowatych? Może w domu, w pracy, na studiach, ty też spotykasz ludzi potrzebujących twojej uwagi? Ci którzy wiecznie krytykują, osądzają, narzekają, są smutni, pogrążeni w nałogach? Dlaczego od nich uciekasz? Łatwo jest dać pomocną dłoń tym, którzy są ci sympatyczni. Trudniej jest obdarować dobrem tych, którzy są dla ciebie niemili. 

Każdy z nas, potrzebuje dotyku, miłego gestu, dobrego słowa. Każdy z nas, nawet największy zazdrośnik, krytykant, ten „najgorszy” w twoim otoczeniu, potrzebuje gestu miłości.

Nam chrześcijanom trzeba zrozumieć, że uzdrawiający dotyk Jezusa, dociera do nas wtedy, kiedy my obejmujemy miłością tych, którzy na nią nie zasługują.