„Jezus mówił do tłumów: „Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak.”

Ten, kto ufa i wierzy, ten kto w swoim życiu wybiera Boga każdego dnia ma w sobie moc, która w nim się rozrasta i potęguje. Sam nie wiedząc jak, staje się człowiekiem Bożym, jest w nim mądrość i moc, cierpliwość i miłość. W ciężkich chwilach nie załamuje się, w upadkach ma moc powstania, w walce ma siły do toczenia bitwy. Jak pisał święty Paweł: „okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków,  w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach,  przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez [objawy] Ducha Świętego i miłość nieobłudną,  przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani,  niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani,  jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko.” 2 Kor 6, 4-10

To jest właśnie paradoks życia chrześcijanina. Niby ma nieraz źle, ale zawsze doświadcza mocy Bożej, często czuje się opuszczony ale doświadcza obecności Bożej, jest biedny ale ma w sobie bogactwo nieprzemijające.

Królestwo Boże, kiełkuje, rośnie, ubogaca, przemienia. Nie naszą siłą, nie naszym staraniem, ale mocą Bożą.