„Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim.”

Trudno było uwierzyć rodakom Jezusa, że On jest Mesjaszem. Widzieli jak dorastał, znali jego rodziców, korzystali z usług Józefa. Nie pomogło im nawet to, że słyszeli o cudach jakie zdziałał w Galilei. Z powodu ich niedowiarstwa, Jezus dokonał nie wiele znaków.
My też słyszymy o uzdrowieniach, które się dokonują na przeróżnych modlitwach uzdrowienia. Słyszeliśmy o cudach eucharystycznych. Poznaliśmy osoby, które świadczą jak bardzo Jezus przemienił ich życie.
A u mnie? Nie ma wielkich znaków. Nie ma cudów. Nie doświadczam mocy Jezusowej, tak namacalnie jak niektórzy. Nie potrafię żarliwie się modlić, msze święte są połowa przespane, codzienność trudna a w niej duch mój jest suchy i omdlały. A jeszcze nie wspomnę o upadkach, grzechach.
Trudno jest czasami uwierzyć w moc Chrystusa. Trudno jest współpracować z Jego łaską. Trudno. Trudno bo nic się nie dzieje, ogień miłości się nie zapala, zamiast mocy wiary jest jęk. Zamiast nadziei, ponure myśli o przyszłości: „Nie dam rady, nie podołam”.
I w tym wszystkim powątpiewam.
Dlaczego Jezus nie morze dokonać we mnie cudów?
Może dlatego, że wmawiam sobie, że już w moim życiu nic się nie dokona? Może dlatego, że zamknąłem się na innych? Może ja sam, nie dopuszczam w sobie okazji na coś nowego, na zmianę? Może jest mi całkiem dobrze w tym moim ubolewaniu?
Powstaje pytanie! Czy rzeczywiście chcesz przemiany? Czy rzeczywiście pragniesz coś zmienić w twoim życiu? Czy naprawdę chcesz, by Jezus zadziałał w nim, przestając kontrolować wszystko i wszystkich?
Jezu. Daj mi moc Ducha. Daj mi swego Ducha, który potrafi przedostać się pomiędzy mury mojego zwątpienia, niedowiarstwa i niechęci na dobre zmiany.