„ Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana.”

Tylko Jan, miał na tyle odwagi, by zwrócić uwagę Herodowi, że postępuje źle. Król, mieszkał bowiem  z żoną swego brata. Prawdomówność Jana, zaprowadziła go na śmierć.

Kto kochał tak naprawdę Heroda, kto życzył mu prawdziwego szczęścia? Jego „pseudo żona”, która z tego dziwnego małżeństwa miała na pewno niezłe profity? Może przyjaciele Heroda, którzy mówili tylko to, co król chciał usłyszeć?

Kochał go chyba jedynie Jan Chrzciciel. Życzył mu prawdziwego dobra. Bo nie milczał. Nie cukrował. Nie kadził. Mówił prawdę. Bolącą prawdę.

Ja jestem podobny do Jana? Potrafię powiedzieć czasami prawdę? Potrafię nie milczeć, nie udawać?

Czy bardziej podobny do Heroda, który bardziej słucha tych, którzy mu cukrują i kadzą? Może zmieniam kościół, bo tam niewygodne kazania? Nie pasujące do mojego gustu? Zmieniam przyjaciela, bo w ostatnim czasie zwraca mi zbyt częste uwagi? Wchodzę w gniew, irytuję się, bo współmałżonek mi zaczyna pokazywać moje błędy?   Zagłuszam uspakajając swoje własne sumienie, które mi zaczyna robić wymówki?

Tylko pamiętaj. Jan mówił prawdę, bo sam żył w prawdzie. Jan głosił nawrócenie, bo sam się nawracał. Jan wymagał od innych, bo wymagał przede wszystkim od siebie!