„Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.”

Jeszcze raz Jezus napomina nam, że pragnie naszego serca, naszego zaangażowania, nie formułek, nie naszych pustych słów.
Nie tylko żydzi stworzyli sobie tyle praw i zasad, omijając to co jest najważniejsze. Każdy z nas może w to wpaść.
Dziś podam jeden przykład z Eucharystii. Eucharystia to jest spotkanie z Bogiem żywym, który przychodzi do swojego ludu, by się z nim spotkać, uświęcić, przemieniać, leczyć. Eucharystia, to spotkanie z Bogiem żywym, który daje nam siebie jako pokarm. W Eucharystii, słuchamy Pana, chwalimy go, przeżywamy jego śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie oczekując jego przyjścia.
Tylko.
Jak często wypowiadamy słowa hymnu „Chwała”, śpiewamy „Panie zmiłuj się nad nami”, śpiewamy refren Psalmu, wcale nie zastanawiając się nad tym co mówimy lub śpiewamy. Nie wspomnę już o tym, że zapominamy medytować te słowa i modlitwy, które wypowiada kapłan. Nie raz słuchamy, odpowiadamy z przyzwyczajenia, z inercji. A wychodząc z celebracji jesteśmy pewni, że zaliczyliśmy to co mieliśmy zaliczyć. Obowiązku stało się zadość.
Bóg nie chce pustych słów, rytów pozbawionych serca. Nie mówię tu o tym, żeby wcale nie chodzić do kościoła, modlić się, bo po co, jak i tak marnie to wszystko przeżywam? Chodzi o to, by przed każdą modlitwą, przed każdą mszą święta, wzbudzić w sobie świadomość, że teraz spotykam się z Panem. Wchodzę z nim w kontakt. Będę się przemieniał w jego boskość. Trzeba nam zacząć ćwiczyć się w angażowaniu naszego serca czyli nas samych. Nic nie przychodzi spontanicznie. Trzeba użyć woli.