„Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jedzą okruszyny po dzieciach”. On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź; zły duch opuścił twoją córkę”.“

Pokora kobiety. Wie, że jej nic się nie należy. Jest bowiem poganką, grzesznicą. Jednak, próbuje. Z pokorą prosi o cud dla swojej córki. Jezus widzi jej wiarę, jej pokorę. Uzdrawia córkę.

 
A ja, jestem przekonany, że należy mi się zbawienie? Czy w sercu nie raz nie czuję, tak jak faryzeusze, że dzięki moim modlitwom, mojemu „dobremu“ zachowaniu, należy mi się komunia, przychylność Boga, wysłuchanie przez Niego moich próśb?
 
Nic mi się nie należy. Nie zasługuje po prostu na nic. I nigdy nie zasłużę. Ale Bóg pochyla się nade mną, dzięki właśnie temu przekonaniu, że jestem zerem. Tak jestem zerem. A więc dlatego, bez żadnej prerogatywy, staje przed Bogiem na modlitwie, przychodzę na Eucharystię, staje przed konfesjonałem i mówię: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić“. A On dzięki tym słowom mówi: „Chcę, bądź uzdrowiony“!
 
Kiedy nareszcie zrozumiemy, że jesteśmy niegodni Boga, jego łask, jego zbawienia? Ale nie po to by się dołować, by poniżać swoje życie, swoją godność, ale po to, by móc przyjąć z dziękczynieniem i zachwytem dar, na który nie zasługuję.
 
Na nic nie zasługuje. Ale pomimo tego, Bóg mnie kocha! I to jest powód do radości! Bóg mnie kocha! Nie taką miłością jaką kocha mnie świat. Na miłość świata trzeba zasłużyć, być nienagannym, coś zdobyć. U Boga jest odwrotnie. Bóg kocha i tyle!
 
Co Panie mogę ci dać, w zamian za Twoją miłość? Nic. A więc dlatego, staję z pokorą i wdzięcznością przed Tobą i w milczeniu podziwiam i dziękuję, że jestem twoim dzieckiem.