„Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”

Modlitwa ojca za syna. „Jezu uzdrów jeśli to możliwe, mojego syna” – powiedział. „Jeśli to możliwe?” – prawie z oburzeniem pyta Jezus. „Wszystko jest możliwe dla tego, który wierzy” – powiedział Pan. I tu ojciec z ostatku sił wykrzykuje: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”.

Wierze Panie, ale by wierzyć potrzebuję twojej pomocy. By wierzyć potrzebuję Ciebie. Ja wierzę, ale moja wiara jest tak słaba, że często wątpi, upada, zanika, staje się zimna…

Co Jezus na to? „A Jezus, widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: „Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i więcej w niego nie wchodź!”

Bóg zna naszą słabość. Zna maleńkość naszej wiary. Zna niestałość naszej przynależności do Niego. Pomimo to, przychodzi nam na pomoc. Nie wymaga od nas, nie wiadomo czego. Rozumie i zaradza naszemu niedowiarstwu.

Ale to nie koniec. Bóg przychodzi nam na pomoc i daje kilka rad. By wzmacniać wiarę potrzeba postu i modlitwy. Modlitwy stałej, nieraz trudnej, w której się walczy się z bezsensem, z poczuciem nie obecności Boga, ze snem, z czasem, ze znużeniem, leniem….

Potrzeba też i postu. Poczucie głodu, które staje się wezwaniem do modlitwy. Przez głód uświadamiam sobie, że wcale nie mam głodu Boga. Pościć nie tylko od jedzenia, ale od gadulstwa, plotek, szumu muzyki i telewizji, od Internetu. Czas od czasu taki post jest wskazany wszystkim, na pewno nie zaszkodzi.

 

„Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”