„Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.”

Uczniowie wciąż myślą o tym, kto zajmie pierwsze miejsce w królestwie Bożym, kto ma więcej względów u Jezusa, i komu przypadnie być największym. Myślenie czysto ziemskie. Myślenie, które wciąż skupia się na sobie, na swoim dobrobycie, na swoich chorych marzeniach i planach.

Całkiem nie zastanawiali się nad tym co Jezus do nich mówi. A mówił im, że życie przynosi porażki, że nie raz trzeba ustąpić, nie raz trzeba cierpieć z miłości, a nawet oddać swoje życie. Ale ci, którzy są nastawieni tylko i wyłącznie na swój dobrobyt nie umieją ponieść porażkę, nie potrafią przebaczyć, ustąpić, pokochać mimo nienawiści i odrzucenia. Ale najgorsze nie umieją i nie potrafią zrozumieć to co Bóg do nich mówi.

Bóg do mnie mówi, przez Ewangelię, wydarzenia, papieża, biskupów. Ale ja i tak wiem swoje. Owszem, idę za Jezusem, tak jak Apostołowie, przykrywam się wiarą, świętymi sloganami, ale pomimo to sam buduję swój świat, bez Chrystusa.