„Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała?”

Jeżeli masz w portfelu, 100 złotych i zgubią ci się 10 groszy, nie myślę, że będziesz się fatygował zbytnio, w szukaniu tej monety. Jeżeli się znajdzie, to dobrze. Jeżeli nie, dramatu nie będzie.

A Bóg, szuka nawet te dziesięć groszy. Robi wszystko, żeby ją odnaleźć. Nie ważne, jakie trudności napotka w swoim „szukaniu”, ale zrobi wszystko, żeby ją odnaleźć, nawet kosztem swojego życia. Banalne co? Tak. Ale nie u Boga.

Nie ważne czy ta owca-człowiek jest słaba, mizerna, nic warta. Każdy jest dla niego najcenniejszym skarbem. Każdy. Nawet ten, który w naszych oczach i w naszym społeczeństwie jest zerem.
To właśnie jest Bóg. Prawdziwy. Objawiony nam przez Jezusa Chrystusa. Dobry, miłosierny, kochający.
Wiem. My to już wszystko wiemy. Przerabialiśmy to wszystko. Nic nowego. 

Ale wciąż musimy powracać do tego Słowa. Powracać, kiedy przestajemy Mu ufać. Kiedy wydaje się nam, że jesteśmy sami. Powracać, kiedy zaczynamy się gubić. Powracać, kiedy stopniowo zapominamy o Ojcu, biorąc nasz los w nasze ręce.

I w końcu powracać do tego Słowa wtedy, kiedy pozostawiamy tych, którzy nas nie kochają, ranią, zdradzają. Powrócić do tego Słowa, aby iść i kolejny raz odszukać w „złych” nam ludziach, cząstkę dobroci i ich piękna. 

Bądźmy i my, miłosierni jak Ojciec.