„Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.”

Często jesteśmy zmęczeni żyć według reguł. Niektórzy  krytykują Kościół za to, że nie idzie z duchem czasów. Kościół nie przystosowuje się do ludzi i ich potrzeb – mówią. Szczególnie wśród młodych jest takie przekonanie, że Kościół swoimi przykazaniami wcale nie chce szczęścia dla człowieka, na odwrót chce go uciemiężyć, trzymać w swojej mocy.

Być szczęśliwym, dla wielu z nas, jest rozumiane tak:   iść za głosem moich pragnień, zachcianek, marzeń.  Często postępujemy tak jak dzieci, może na innych wyższych poziomach. Dziecko dla swojego szczęścia chciałoby zjeść kilogram czekolady, ale czy mądry rodzic mu na to  pozwoli? Nie! Bo wie, że mu może zaszkodzić. Pomimo płaczu, rodzić stanowczo mówi nie! Bo kocha swoje dziecko. Może przykład jest banalny, ale wyraża sens.

Chcemy być szczęśliwi. To dobrze. Ale często nie znamy drogę ku prawdziwemu szczęściu. By coś zdobyć trzeba wiele wysiłku, ograniczeń, pracy, cierpliwości i kogoś mądrego kto nam wskaże prawidłową drogę. Tak jak na studiach, w pracy, w sporcie, w diecie potrzeba wysiłku, ograniczeń, cierpliwości, samozaparcia i zaufania ludziom kompetentnym.

Przykazania są dla nas drogą. Gdyby Kościół nam na wszystko pozwalał, szedł na kompromisy, to może by było więcej ludzi w kościołach. Ale cóż z tego? Można być kochanym rodzicem, który na wszystko pozwala, ale czy rodzicielstwo polega na tym: spełniać każde marzenie i pragnienie dziecka? Czy na wychowaniu do dobrego i pięknego życia stawiając mu wymagania, ograniczenia, obowiązki?

Zaufaj Kościołowi. Jest nad nim Duch święty, który kieruje, prowadzi, naucza.