„Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj.”

Miłość powierzchowna. Wystarczy, że się nie bijemy, nie zabijamy się. A to, że nie potrafimy ze sobą porozmawiać tak z serca, bez kłótni, bez wylewania żalów, to nie ważne. Wystarczy, że się znosimy nawzajem. Nieważne jest, że od lat trzymamy na siebie żale, krzywdy. Ilu z nas ma w swoich rodzinach takie relacje? Z małżonkiem, z rodzeństwem, z rodzicami, krewnymi, przyjaciółmi? Mówimy sobie: Oni zaczęli się kłócić, niech oni zaczną pierwsi przebaczać. I tak czekamy latami, dopóki ten ktoś wyciągnie do nas rękę. Bo przecież nam nie pozwala nasza duma, przecież to nie my zaczęli.

I z tym wszystkim potrafimy się modlić, chodzić do spowiedzi, być w zażyłym związku z Bogiem. I tak ciągnie się to przez całe życie: nasza powierzchowność.

Jezus uczy nas Miłości, tej prawdziwej. Miłości, która nie boi się stracić swoją dumę. Miłości, która szuka sposobu pojednania nawet jeżeli to jest nie jej wina. Miłości, która potrafi przebaczyć i prosić o przebaczenie.