„Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. (……) Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie…”

To wszystko zależy kogo masz za Boga. Jeżeli twój bóg, jest bogiem pogańskim to tak, trzeba mu dużo mówić, trzeba go postawić na swojej stronie, trzeba przed nim się upokorzyć, wyżebrać, przekupić, przemądrzyć. Dlatego trzeba kombinować. Trzeba go przekonać, na obiecać, na postanawiać tysiąc umartwień. Wtedy być może ukarze swą łaskę, i da to, o co go proszę. A jak już da, to spotkam się z nim następnym razem.

Mój Bóg jest Tatusiem. Jego nie trzeba przekonywać, udowadniać mu, przechytrzać Go. On wie. I ja wiem, że On wie wszystko o mnie.  Dlatego często o nic Go nie proszę. A mówię tylko: „Tato, ty wiesz, ty troszczysz się, ty nie zostawiasz, ty kochasz i pragniesz dla mnie tego wszystkiego co najlepsze. Więc pozwól mówić do Ciebie Tato, i ufać ci, i cieszyć się z Tego że mam Ojca. Amen.”

Nie w ilości odmawianych modlitwach jest moc, ale w zaufaniu. Nie ilość modlitw wyprasza mi łaskę, ale moja wiara i intensywna więź  z Nim.