„Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił.”

Jezus jak zawsze, otoczony chorymi, niewidomymi…. Czy dzisiaj coś się zmieniło?  I nadal przychodzą do Niego ci, którzy nie radzą sobie  w życiu.  Niektórzy się śmieją, że Kościół jest pełen grzeszników i ludzi ułomnych.  To prawda. Siedzimy u jego stóp, w nadziei, że tylko On potrafi nas podnieść, dać nam siły do codziennego życia, zaspokoić pragnienie naszego serca. Kościół to ludzie, którzy uświadomili sobie, że być ułomnym, „nie wystarczająco dobrym”, słabym, grzesznym to nie wstyd! Chrześcijan, który idzie do stóp Jezusa, zauważył jako pierwszy, że potrzebuje pomocy!

Jaka jest reakcja Jezusa, na widok tych ludzi? „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Jezus troszczy się o nich jak o własne dzieci. Mówi swoim uczniom by dali im jeść, bowiem nie chce by zasłabli w drodze. Uczniowie mają zaledwie kilka chlebów i ryb. Nie wystarczy? Wystarczy. Jezus nakarmi głodnych. Daj mu tylko to mało co masz.

I tu jest nie pojęta wymiana. My Bogu dajemy to mało co mamy a On? My mu dajemy kilka minut modlitwy a On napełnia nas swoją łaską. Zrobimy coś dobrego naszym braciom a On nas wynagradza jeszcze większym dobrem. My mu oddajemy swoje marne życie, a On daje nam siebie samego jako Pokarm.

Czy jeszcze się nie przekonałem, że Bóg to TATA pełen miłości?